Kilka dni z duszą na ramieniu.

smierc

Zajrzała Wam kiedyś śmierć w oczy? Ale tak poważnie?

Jedno rutynowe badanie zmieniło kilka dni mojego życia w totalny koszmar. I chyba czekanie jest najgorsze. Ale przecież tacy jesteśmy – zawsze na coś czekamy. Jednak czekanie na wyrok czy jeszcze będę żyć czy też już nie – jest zdecydowanie najgorszym czekaniem w życiu.

Podejrzenie bardzo poważnej choroby. Śmiertelnej. Świadomość człowieka, że do tej pory nie wynaleziono ( albo nie dopuszczono na rynek z obawy o pieniądze) lekarstwa jest jeszcze bardziej dołująca. I nagle przez te kilka dni przed oczami staje całe życie. Myślisz o tym co zrobiłeś nie tak, co sprawiło, że pojawił się uśmiech na twarzy i ile jeszcze rzeczy miałeś do zrobienia. Plany, marzenia, cele – to wszystko może iść od tak w zapomnienie.

I ludzie. Nie chcesz zostawiać bliskich. Robisz dobrą minę do złej gry. Nie chcesz, aby się martwili więc udajesz, że Cię to nie rusza. Że wszystko jest ok. Każdy udaje. Każdy gra. Na twarzy ma uśmiech, a oczy czerwone są od łez. Okazuje się, że nawet mężczyźni płaczą. Wtedy dostrzega się miłość – taką bezwarunkową.
Jest jeszcze inna grupa ludzi. Ta z którą nie masz kontaktu, bo albo się pokłóciliście, albo wasze drogi na dalszym etapie życia się rozeszły. Przypominasz sobie jak wiele razy obiecywałeś, że się odezwiesz, pierwszy wyciągniesz rękę – skoro minęło tyle czasu to minęły też emocje.

Gdy śmierć jest blisko Nas robimy sobie bilans. Bo w każdym jest strach. Na pewno u każdego pada pytanie : ,, Dlaczego Ja? ” – jeśli ktoś rozdaje karty to w moim przypadku, gra bardzo nie fair. To chyba pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy po zamknięciu się w pokoju.

W tamtym momencie przez chwilę wysiadłam, a przecież wcześniej nie pozwalałam sobie na to. Łzy jednak w niektórych momentach, bardzo się przydają. Każdy jest twardy do jakiegoś momentu.

Mało snu, koszmary, brak apetytu, strach, niepewność – to wszystko towarzyszyło mi przez kilka dni.

Nawet nie wiecie jak bardzo docenia się życie gdy wszystko okazuje się fałszywym alarmem.

7 komentarzy do “Kilka dni z duszą na ramieniu.

  1. W takich momentach człowiek robi sobie bilans, bo zapewne chce przekonać sam siebie, że zrobił wiele, wniósł coś do swojego lub czyjegoś życia. Chce mieć świadomość, że jego życie do tej pory było udane.
    To wszystko wydaje mi się niewyobrażalnie trudne.. 

  2. To straszne! Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co musiałaś przejść! Niby wszyscy wiemy, że kiedyś umrzemy, ale nikt nie chce odchodzić za wcześnie. Każdy chce przeżyć swoje życie, nacieszyć się dziećmi, wnukami… 

    Tak sobie myślę, że takie chwile uczą człowieka pokory i szacunku do życia, świata. Uczą doceniania tego co się ma.

  3. Uczucie strachu o jakim piszesz towarzyszyło mi całkiem niedawno kiedy z końcem starego roku moja córka miała złe wyniki krwi mogące wskazywać na poważną chorobę, nie byłam w stanie myśleć o niczym innym, obawa o zdrowie i życie własnego dziecka po prostu mnie paraliżowała, na szczęście był to fałszywy alarm, czas pomiędzy badaniami a ostatecznym wynikiem był dla mnie trudny ale spojrzałam na świat inaczej, na moje dzieci, męża, naszą rodzinę, uświadomiłam sobie jaka jestem „bogata” i szczęśliwa, że mam takie życie a nie inne.

  4. Strach w takich momentach jest okropny.:( Wyrzuć go z siebie, i niech nigdy nie wraca. Ale faktem jest, że coś zmienia. Docenia się to  co się ma…
    W takim wypadku SPOKOJU ci życzę ile tylko chcesz.

  5. Uff! Na szczęście to fałszywy alarm. Ale domyślam się, co czułaś. Raz miałam podobną sytuację i najbardziej zamartwiałam się, co będzie z moją córką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>